niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 10 cz. 2



          Hermiona znalazła  Ginny przy jeziorze całą zapłakaną. Zrobiło jej się strasznie szkoda przyjaciółki. Wiedziała, jak bardzo kocha Blaise’a i widok jego z inną musiał na nią bardzo wpłynąć. Dziewczyna nawet nie spostrzegła się, że ktoś przyszedł, dopiero kiedy Granger ją przytuliła zdała sobie sprawę z jej obecności. Nie mówiła nic tylko mocno wtuliła się w nią i starała uspokoić. Siedziały tak parę minut dopóki młoda Weasley się trochę opanowała. Podniosła wzrok i spojrzały sobie w oczy. Ruda miała czerwone od płaczu a tusz razem z łzami spłynął po jej policzkach. Za to starsza Gryfonka miała spojrzenie pełne współczucia i troski ale też żądze mordu na czarnoskórym. Idąc tu chciała powiedzieć jej o swoich planach, ale widząc ją w tak tragicznym stanie postanowiła zachować to dla siebie, świadoma jakie mogą być tego konsekwencje, znając wybuchowy charakter  przyjaciółki.

- Jak on mógł ? Jaka ja byłam głupia – wyszlochała Ruda – Miałam być silna, ale nie potrafię widząc go z tą różową lafiryndą – dodała.

- Pamiętaj, on nie jest wart twoich łez. Jeszcze będzie żałował – pocieszała ją Hermiona po czym wstała i wzięła przyjaciółkę za rękę prowadząc do jej dormitorium. Droga minęła im w ciszy. W Pokoju Wspólnym jak zwykle był gwar. Nikt nie zwrócił szczególnej uwagi na ich przyjście, z wyjątkiem Harry’ego i Rona. Już mieli podejść i zapytać co się stało, ale powstrzymała ich szatynka pokazując migami, ze zaraz wróci i wszystko im wyjaśni. W pokoju młodszej Gryfonki były same. Brązowooka znalazła w rzeczach przyjaciółki Eliksir Słodkiego Snu i podała jej go. Poczekała aż zaśnie, a kiedy była już pewna opuściła pomieszczenie, wcześniej zasłaniając kotary łóżka. Zeszła schodami i podeszła na kanapy do przyjaciół. Widziała ich zniecierpliwione miny więc nie owijała w bawełnę i nie dając im dojść do słowa zaczęła mówić.

- Chodzi o Blaise’a – Ron cały poczerwieniał, ze złości a oczach Wybrańca były iskierki wściekłości – Zostawił Ginny i teraz prowadza się ze straszą Greengras – kontynuowała.

- Wiedziałem, ze tak to się skończy ! Nawet jej to mówiłem ale nie chciała mnie słuchać. Twierdziła, ze to ten jedyny, że jej nigdy nie zostawi. Właśnie widać – odezwał się Rudy i zaczął niespokojnie chodzić przed kominkiem.

- Ale ja też myślałam, że on się zmienił. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że to wszystko tak się skończy – powiedziała. Zapadła cisza, którą przerywało wesołe trzaskanie ognia. Harry siedział zamyślony i tępo patrzył w podłogę. Było mu szkoda Ginny, nawet jeżeli nie są już razem, w pewnym stopniu mu na niej zależy. Traktuje ją jak młodsza siostrę, którą zawsze chciał mieć. Do kolacji siedzieli na kanapach i nie mówili nic pogrążeni w swoich myślach. Parę minut przed osiemnastą udali się do Wielkiej Sali a miny mieli grobowe. Przy wejściu Hermiona zatrzymała się na chwile i popatrzyła na stół Slytherinu. Nie było tam ani Blaise’a ani Dracona. Pomyślała, że pewnie właśnie rozmawiają. Już w trochę lepszym humorze podeszła do swojego stołu i zaczęła jeść.

***

            W tym samym czasie dwójka przyjaciół z domu węża, siedziała w dormitorium czarnoskórego i dyskutowała o dzisiejszej sytuacji w Wielkiej Sali.

- Stary co ty odpierdalasz ? – zapytał lekko wkurzony blondyn.

- Jak to co ? Przecież ja zawsze taki byłem, nie pamiętasz ? Ty też, tylko jakoś się ostatnio ograniczasz z tego co zauważyłem – zaśmiał się Zabini nie dostrzegając powagi z jaką ta rozmowa miała być przeprowadzona.

- Przecież mówiłeś , że znudziło ci się zabawiać panienkami i chcesz się w końcu ustatkować. Nie pamiętasz jak się cieszyłeś kiedy razem z Ginny zaczęliście się spotykać ? Zapomniałeś już ? – warknął Draco.

- Ale zmieniłem zdanie. Jestem jeszcze młody, mam czas.

- Wiesz co, napijmy się bo inaczej nie da rady – zaproponował Malfoy a Blaise mu przytaknął na zgodę. Blondyn podniósł się z miejsca i podszedł do barku przyjaciela. Wyciągnął dwie szklanki i napełnił je bursztynowym napojem, po czym podał jedną Zabini’emu. Już mieli upijać łyk, kiedy syn Lucjusza krzyknął Poczekaj .Przystawił sobie szklankę do nosa i mocno się zaciągnął. Poczuł zapach wiatru po deszczu, nowej miotły i perfumy jakiejś dziewczyny.

- Amortencja – mruknął pod nosem.

- Co ty tam gadasz ?

- Powąchaj – odpowiedział a czarnoskóry zanurzył nos w szklance i wciągnął nim powietrze. Poczuł perfumy młodej Weasley, zapach lasu i benzyny.

- O kurwa – podsumował Blaise.

- Kiedy ją piłeś ostatni raz ?

- Wczoraj wieczorem.

- Skąd ja masz ?

- Wygrałem zakład z Goyle’m i dostałem od niego butelkę Ognistej ale przyniosła mi ją Dafne bo Gregoy nie mógł – powiedział i każde kolejne słowo mówił coraz ciszej. Wyglądał jakby zapaliło mu się światełko.

- No i wszystko jasne – powiedział bardziej do siebie, szczęśliwy, że dowiedział się o co chodzi 
 – Ale to dobrze uważone skoro jeszcze dziś cię trzyma – zwrócił się już bezpośrednio do przyjaciela Malfoy. 

- Tak właściwie to przeszło mi już dzisiaj, ale nie wiedziałem co się dzieje. Ginny się nie odzywała, Dafne się do mnie kleiła. Pomyślałem, że znów po pijaku coś odjebałem – odparł.

- Dobra nie tłumacz się, tylko idziemy na kolacje, jestem szaleńczo głodny – stwierdził i razem ruszyli w stronę wyjścia. Zanim tam dotarli Zabini zawrócił się i w błyskawicznym tempie wrócił do pokoju. Nim blondyn zdarzył zrozumieć co się stało, z powrotem stał przed nim czarnoskóry.

- Po cholerę ci to ? – zapytał widząc Whisky w ręce przyjaciela.

- Zobaczysz – mruknął tajemniczo i zaczął się kierować w stronę kanap, na których siedziała ‘’ jego dziewczyna ‘’.

- Witaj kochanie – starsza Greengras chciała go pocałować, ale ten niezbyt delikatnie ją odepchnął.

- Nie. Mów. Tak. Do. Mnie – wysyczał przez zęby – Co ty sobie wyobrażasz ? Myślałaś, że jakaś głupia Amortencja, poróżni mnie i Ginny. Mylisz się – wykrzyczał jej prosto w twarz.

- Ale przecież sam powiedziałeś, ze jej nigdy nie kochałeś – zapiszczała.

- Bo byłem kurwa pod wpływem tego chujostwa – krzyknął jeszcze głośniej i zacisnął pięści. Draco widząc stan przyjaciela, postanowił podejść i być w pogotowiu, żeby tamten nie zrobił czegoś, czego będzie później żałował.

- Ale sam zerwałeś z tą zdrajczynią krwi – teraz ona krzyknęła i tupnęła nogą chcąc pokazać jaka jest zła. Twarz Blaise’a aż kipiała z wściekłości a oczy cisnęły błyskawice. Malfoy położył mu rękę na ramieniu, i próbował odciągnąć od dziewczyny.

- Nawet z nią nie rozmawiałem – wrzasnął na cały Pokój Wspólny. Już wcześniej większość się patrzyła na całe zajście, to teraz na pewno już wszyscy.

- Ale powiedziałeś to tej szlamowatej Granger ! – powiedziała już nieco spokojniej widząc zmieszanie na twarzach obu chłopaków. Malfoy mocniej zacisnął rękę na ramieniu przyjaciela, ale nie dlatego, żeby go zatrzymać, tylko z wściekłości. Sam nie wiedział czemu, ale nie podobało mu się jak ktoś tak mówił. Kiedyś a i owszem ale nie teraz, nie jak się zmienił. Puścił ciemnoskórego i podszedł do starszej Greengras.

- Nawet nie waż się tego powtarzać – warknął przez zaciśnięte zęby tak, żeby tylko ona go usłyszała. Dafne zrobiła przerażoną minę i widząc blondyna w takim stanie dała spokój. Ponownie usiadła obok swojej siostry, ale tym razem w milczeniu. Dwójka przyjaciół z domu węża odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia. Już mieli przekroczyć próg ale usłyszeli pełen politowania głos Astori, wiec schowali się za filarem i słuchali.

- O co ci chodzi ? Nie ma już wojny, ale ty nic nie rozumiesz ! Teraz kurwa do Zabiniego się będziesz przystawiać, jak z Potterem nie wyszło ? Zastanów się co ty robisz ! Nikt cię tu nie szanuje, no może poza tym frajerem Goyle’m. Jesteś zwykła dziwką ! – krzyknęła młodsza Greengras i gwałtownie wstała z kanapy. Miała już dość tych wszystkich wyzwisk i poniżeń. Denerwowało ją to. Dusiła w sobie wszystko co myśli, ale kiedy jej siostra zaczęła obrażać jej chłopaka i jego najlepszego przyjaciela po prostu nie wytrzymała.

- Odszczekaj to gówniaro ! – wysyczała jej siostra.

- Nigdy – powiedziała pewnie patrząc jej w oczy z ogromna pogardą. Dafne zamachnęła się i uderzyła ją z całej siły w policzek. W tym momencie Ślizgoni nie wytrzymali. Wyszli z kryjówki i szybkim krokiem podeszli ponowienie do kanap. Spojrzeli najpierw na starszą siostrę i aż poczuli w gardłach jak im się cofa. Następnie skierowali wzrok na młodszą, która nadal trzymała się za czerwony policzek i z trudem powstrzymywała łzy.

- Chodź, nie warto – powiedział Malfoy i objął Astorie ramieniem. Cała trójka wyszła z Pokoju Wspólnego i udała się do Wielkiej Sali. Przeszli przez wielkie drzwi a rozmowy ucichły. Wszyscy skierowali wzrok w ich stronę. Nie przejmując się tym zbytnio poszli do swojego stołu i jakby nigdy nic zaczęli jeść kolacje. Nagle do Draco podszedł Ron i uderzył go z całej siły w twarz. Był cały czerwony ze złości. Nie panował nad sobą.

- Co ty kurwa robiłeś z moją dziewczyną ? – zapytał krzycząc.

- Nic, ja pierdole Weasley ! Co ci odbiło ?! – powiedział zirytowany blondyn.

- Obejmowałeś ją ! – odpowiedział z pogardą – A ty co ? W siostrę się bawisz ?! – zwrócił się do zdziwionej Ślizgonki.

- Nie ! Draco mnie tylko przed nią obronił ! A ty jak zwykle o nic nie zapytasz tylko od razu stwierdzasz ! – krzyknęła i wybiegła z sali. Ron stał jeszcze chwile i patrzył w miejsce gdzie jeszcze przed chwila siedziała Greengras. Obudził się dopiero kiedy poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń.

- Leć za nią – powiedział Malfoy a on spojrzał na niego z szokiem wymalowanym na twarzy. Czy on mi właśnie pomaga ? – pomyślał.

- Ja przepraszam, nie wiedziałem – wymamrotał ledwo słyszalnie.

- Dobra, ale teraz leć bo się jeszcze bardziej obrazi – zaśmiał się blondyn.

- Dzięki – odpowiedział Weasley i wyciągnął ku niemu rękę. Draco ujął ją i ponownie zabrał się do jedzenia.

***

            Hermiona obserwowała całe zdarzenie ze swojego stałego miejsca prze stole Gryffindoru. Nie miała pojęcia, że jej przyjaciel jest taki wybuchowy. Zdziwiła się jeszcze bardziej widząc scenę, w której Ślizgon i Gryfon ściskali sobie rękę. To kompletnie namieszało jej w głowie. Ona skończyła już posiłek więc kierowała się do wyjścia patrząc na stół uczniów Domu Węża. Kiedy jeden z nich złapał z nią kontakt wzrokowy uśmiechnęła się tajemniczo i dała znak głową, że zobaczą się na patrolu, po czym odwróciła głowę i poszła do dormitorium przyjaciółki. Chciała sprawdzić jak ona się czuje i co robi. Strasznie się o nią martwiła. Doszła na miejsce i jednym, szybkim ruchem odsłoniła kotary. Zastała tam rudą osóbkę, siedzącą z podkulonymi nogami a na około pełno chusteczek higienicznych. Wyglądała jak swój dawny cień.

- No i jak się czujesz ? – zapytała Hermiona.

- Nijak – odpowiedziała Ruda z taką obojętnością, że nie sposób się nie zirytować.

- Ej no kurde. Jesteś Ginny Weasley i będziesz się użalać nad jakimś skończonym kretynem ? Co się z Toba do cholery dzieje ? Gdzie się podziała ta dziewczyna, które nie przejmowała się sprawami miłosnymi i najważniejsza była przyjaźń i zakupy ? Gdzie ona jest ? Tęsknie za nią. Za naszymi plotkami i głupimi pomysłami. Rozmowami w nocy. Wspólnym śmiechem i płaczem – krzyknęła zirytowana szatynka a ostatnie zdania powiedziała nad wyraz spokojnie. 

- Zabito ją. Ona już nie istnieje – odpowiedziała z bólem w głosie.

- To zmartwychwstanie. Jedziemy w piątek na zakupy, i nie chce słyszeć żadnego sprzeciwu. A teraz przepraszam cię bardzo idę po jakieś ciuchy, bo trzeba doprowadzić cię do porządku – zaśmiała się i zaczęła grzebać po szafce przyjaciółki. Po znalezieniu odpowiednich rzeczy zaciągnęła Rudą do łazienki i kazała wziąć prysznic. Następnie dała jej kolację, którą zabrała dla niej z Wielkiej Sali i zaczęła ogarniać. Po dobrej półtorej godziny Ginny wyglądał znośnie. Oczywiście nie tak jak kiedyś. Do tego trzeba czasu. Przywołała do siebie Ognistą i dwie szklanki, po czym rozlała trunek i razem z przyjaciółką pogrążyła się w rozmowie. Po paru porcjach alkoholu śmiały się i rozmawiały jak dawniej. Hermiona opowiedziała o wszystkim co się dziś stało w W.S a Weasley słuchała tego z otwartą buzią.  Później wymieniły się najnowszymi plotkami a największą z nich była kłótnia bliźniaczek Greengras i związek Cho Chang z Seamus Finnigan’a. Nim się obejrzały starsza musiała iść na patrol. Szybko założyła jakieś wygodne ciuchy i ciepły sweter, po czym ruszyła w umówione miejsce czyli do Sali Wejściowej. Miała już lekkie opóźnienie, ale zbytnio się tym nie przejmowała, ponieważ odzyskała przyjaciółkę, a to było ważniejsze.


***

- No i gdzie ona jest ? – pieklił się Draco patrząc na zegarek i widząc piętnaście minut spóźnienia – Przecież ona się nigdy nie spóźnia. A może .. – nie dokończył, bo usłyszał kroki dochodzące ze schodów – No, no, no. Panna- Wiem-Wszystko- Granger się spóźniła ? Co się stało ? – zabawiał się w najlepsze blondyn, ale widząc, że jego towarzyszka lekko chwieje się na nogach odpuścił, podszedł do niej i zaoferował ramię. Ona popatrzyła na niego jak na idiotę, ale po chwili zaśmiała się i przyjęła propozycję.

- A więc ? Rozmawiałeś z Blaise’m ? – zapytała nie owijając w bawełnę.

- Tak. Amortencja. To przez nią – odpowiedział, jakby była to najprostsza rzecz na świecie.

- Ale jak ? – dociekała.

- Już ci mówię. To … - zaczął opowiadać. Począwszy od rozmowy w pokoju, do bójki w Wielkiej Sali. Hermiona była wyraźnie w szoku. Nigdy nie spodziewała by się takiego obrotu sprawy. W głowie się nie mieściło, że można zrobić coś tak okropnego. Nie odpowiedziała nic tylko tępo wpatrywała się w drogę przed nimi. Mieli jeszcze godziną patrolu, więc postanowili wyjść przed zamek, i sprawdzić czy nikogo nie ma, ponieważ wszystkie korytarze w zamku już obeszli. Poszli na boisko quidditcha. Nocą wyglądało jeszcze pikniej niż w dzień. Bramki oświetlone  przez światło księżyca, trybuny w półmroku i lśniąca trawa, na której już pojawiała się rosa. Udali się na trybuny i usiedli na najwyżej położonym miejscu.

- Jak ich pogodzimy ? – zapytała  Hermiona.

- Mam pewnien pomysł ale nie wiem czy się powiedzie.

- Zawsze można spróbować.

- To zrobimy tak… - i opowiedział jej swój plan na co ona uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na niego czekoladowymi oczami, w których widać było podniecenie i zaangażowanie. On uśmiechnął się i wstał podając swoja rękę. Ujęła ja bez zbędnych słów i powoli kierowali się w stronę zamku, zawzięcie dyskutując o jutrzejszej intrydze. Blondyn odprowadził ja pod portret Grubej Damy i pożegnał. Ona uśmiechnęła się ciepło i upewniła, że widzą się przed śniadaniem w opuszczonej klasie, w której była kiedyś Transmutacja.

***
            Następnego dnia Hermiona wstała z lekkim bólem głowy spowodowanym, wczorajszym alkoholem. Nie był ona jakiś strasznie Duzy, ale i tak musiała wypić Eliksir Na Kaca. Nie budząc nikogo wzięła ciuchy i poszła do łazienki się ogarnąć. Po trzydziestu minutach wyszła ubrana w czarne spodnie, biały top i szarą bluzę. Włosy miała związane w warkocza przerzuconego przez lewe ramię, a na twarzy widniał delikatny makijaż, podkreślający jedynie jej długie rzęsy. Chwyciła swoją torbę, wyładowaną po brzegi książkami i udała się w miejsce spotkania. Była trochę przed czasem, więc usiadła na ławce, wcześniej za pomocą zaklęcia oczyszczając ją z kurzu i zaczytała się w mugolskiej książce ‘’ Od nienawiści do miłości ‘’. Pogrążona w lekturze, nie zauważyła, ze ktoś wszedł, a mianowicie pewien przystojny blondyn. Stał tak, wpatrując się w nią i nic nie mówiąc, tylko uśmiechając się wrednie.

- Od nienawiści do miłości ? – zadrwił – ciekawe przynajmniej ? – zapytał, tym samym wybudzając ją z transu. Natychmiast zamknęła książkę i zrobił miejsce obok siebie, tak żeby mógł usiąść.

- Bardzo, mógłbyś przeczytać, może coś byś zrozumiał – odpowiedziała.

- Jasne, a mianowicie co ?

- Przeczytaj, a sam się dowiesz – powiedziała a w jej oczach pojawił się tajemniczy błysk. Draco na tę uwagę przewrócił tylko oczami.

- To sprowadzisz tu dziś Rudą, a ja powiem Zabini’emu co i jak – zmienił temat.

- To musi się udać – stwierdziła,

- Jak nie to ja nie nazywam się Draco Malfoy – podsumował i uśmiechnął się do niej uroczo. Odwzajemniła gest, a po jej ciele przeszedł dreszcz. Gdyby stała, nogi odmówiły by jej posłuszeństwa pod wpływam takiego widoku. Ustalili jeszcze parę drobnostek i w znakomitych humorach poszli na śniadanie. Ta część dnia, jaki i cała reszta minęła szybko. Nim się obejrzeli byli już po obiedzie i siedzieli w swoich Pokojach Wspólnych. Ginny cały czas była przygnębiona, a Hermiona co chwilę patrzyła na zegarek, aby upewnić się, że się nie spóźnią. Kiedy wybiła odpowiednia godzina zagadała do Ginny aby przeszły się po zamku, bo chce trochę odpocząć od tej nauki. Ruda z początku trochę się upierała, ale w końcu uległa błaganiom przyjaciółki. Nie minęła dziesięć minut i znalazły się pod klasą, w której jeszcze rano była z Malfoy’em.

- Wejdziemy ? – zaproponowała szatynka.

- Po co ?

- Tak po prostu. Zobaczymy co tu jest.

- No dobra, jak chcesz – odpowiedziała obojętnie Weasley’ówna. Po chwili stały w pustej klasie, o dziwo czystej. Nie zwróciły na to zbytniej uwagi tylko usiadły na ławce i zaczęły rozmowę. Hermiona próbowała nawiązać jakiś kontakt z młodszą Gryfonka, ale ta była jak w zamkniętej kuli. Hermiona po woli zaczynała się niecierpliwić, gdzie jest Blaise, jednak jej wątpliwości zostały rozwiane, gdy ktoś wbiegł do klasy z hukiem. Okazał się to czarnoskóry chłopak, z bukietem narcyz. Widać, że biegł, bo był strasznie zdyszany. Rozejrzał się i już po chwili klęczał przed Ginny przepraszając ją za wszystko. Była nieugięta i zdziwiona. Zaczęła krzyczeć i bulwersować się z zaistniałej sytuacji. Brązowowłosa korzystać z nieuwagi przyjaciół bezszelestnie opuściła klasę wpadając w czyjeś umięśnione ramiona. Nie musiała patrzeć kto to. Wiedziała, że to on. Jego perfumy rozpoznała by wszędzie. Kiedy uniosła wzrok, uśmiechnęła się czarująco i stanęła na własnych nogach zalewając się niewielkim rumieńcem.

- Jak myślisz, wybaczy ? – zagadał blondyn.

- Musi, bo jak nie to niestety, ale zmieniasz nazwisko – zażartowała, a on się zaśmiał. Usiedli na parapecie naprzeciwko drzwi i nasłuchiwali. Z początku było słychać podniesione głosy uczniów, ale z każda chwilą cichły, aż w końcu umilkły. Prefekci spojrzeli na siebie tym samym wzrokiem, który mówił Chyba się udało i równocześnie zeskoczyli z parapetu kierując się na kolacje.

- To widzimy się w sobotę ? – zapytał Draco.

- Co ? Poco ? – zdziwiła się.

- No miałaś ze mną… - zaczął ale mu przerwała.

- Tak pamiętam. To, o której po mnie przyjdziesz ?

- O dziewiętnastej czekam pod portretem. Idziemy na dyskotekę, więc nałóż coś w czym będzie 
ci się wygodnie bawić i seksownie rzecz jasna. W sumie dla mnie możesz iść nawet nago. Nie przeszkadza mi – powiedział i uśmiechnął się do niej łobuzersko.

- Zboczeniec – skwitowała Hermiona, ale również się uśmiechnęła, z rumieńcem na twarzy. Tak minęła im rozmowa w drodze do Wielkiej Sali. Na posiłku nie było ani Ginny, ani Blaisea. 


Wiem, wiem, wiem. Rozdział miał być wcześniej, ale brak internetu przez długi, długi czas mi to uniemożliwił.

PRZEPRASZAM !

Naprawdę, nie wiem jak mam was przepraszać. Oczywiście, za błędy przepraszam, nie sprawdzałam teraz. 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 10 cz. 1



          Wczorajsza zabawa była tak wyczerpująca, że Hermiona obudziła się dopiero w południe. Niechętnie wstała z łóżka i poszła do łazienki, zabierając po drodze ubrania. Po około trzydziestu minutach wyszła gotowa aby pójść na obiad, bo na śniadanie raczej nie ma co liczyć. Wyglądała skromnie, ale ładnie. Jasne spodnie do tego czarna koszulka i pomarańczowa bluza. Na nogach białe trampki, a włosy spięte w luźną kitkę. Na twarzy delikatny makijaż, podkreślający jedynie jej długie rzęsy. Powolnym krokiem udała się do Wielkiej Sali. Była już prawie cała zapełniona. Skierowała się do swojego stołu i od razu zauważyła swojego przyjaciela. 

- Cześć Harry. Widzę humorek dopisuje ? 

- O cześć. Tak, no. 

- Jakiś taki dziś jesteś inny. Jakby w innym świecie. 

 - Hermiono, my jesteśmy w innym świecie. Ej to już tyle lat – zaśmiał się.

 - Muszę z Tobą porozmawiać. Co powiesz na spacer po błoniach ?

- Jasne, ale nie będę miał dużo czasu.

- Okej, a co będziesz później robił ?

- Yy.. Bo ja ten.. no … umówiłem się z … ee… kolegą.

- Hmm.. Powiedzmy, że ci wierze – odpowiedziała i spojrzała na niego podejrzliwie. Wiedziała, że idzie do Pansy. To było bardziej, niż pewne. Po skończonym posiłku dwójka Gryfonów wyszła przed zamek. Spacerowali, rozmawiając o najróżniejszych rzeczach. W końcu dziewczyna podjęła temat, który interesował ją już od wczoraj.

- Harry, co cię łączy z Pansy ? – zapytała starannie dobierając każde słowo.

- Mnie ? Co ci przyszło do głowy – odpowiedział i odwrócił wzrok wyraźnie zmieszany.

- Widziałam was wczoraj po balu. Przytulaliście się – nie zamierzała odpuścić.

- Co ? Ale, ja i ona to .. – tłumaczył się -  No okej masz racje, spotykamy się – powiedział widząc piorunujące spojrzenie przyjaciółki.

- Wiedziałam. Dlaczego wcześniej nie powiedziałeś ?

- Bałem się, że nie zrozumiecie. A już w szczególności Ron.

- Rozumiem, spokojnie. Wiesz chyba pogadamy kiedy indziej bo ktoś chyba już na ciebie czeka i się trochę niecierpliwi – stwierdziła patrząc na Ślizgonkę.

- Chodź ze mną. Ona wcale nie jest taka zła – zaproponował Wybraniec.

- Nie wiem czy to jest dobry pomysł.

- Daj spokój i chodź – powiedział i pociągnął ją za rękę. Kiedy podeszli bliżej Hermiona zauważyła ogromną zmianę u Ślizgonki. Kiedyś ubrana tak, że więcej jej odkrywało niż zakrywało. Makijaż niegdyś mocny a teraz prawie niezauważalny. Nawet jej dawna obsesja na punkcie Malfoya nieco minęła, co można było stwierdzić po jej zachowaniu na balu.   

***
WSPOMNIENIE Z BALU

            Hermiona stała właśnie przy barku kiedy zauważyła Pansy idącą do barku. Kierowała się w stronę grupki najprzystojniejszych Ślizgonów z jej roku. Ubrana była inaczej, tak, normalnie, dlatego pewnie panna Granger zwróciła na nią uwagę. Podeszła do nich i z tego co można było dostrzec to o coś pytała. Chłopacy szczerzyli się do niej, najwidoczniej próbując ją poderwać, ale ta jakby ich od siebie odpychała. Zaczęła na nich krzyczeć gestykulując przy tym rekami. Wśród nich był również Draco. Chyba próbował się w trącić do całego tego zamieszania, ale dziewczyna nie dawała mu dojść do głosu, tylko również na niego wrzeszczała dźgając go w pierś. Po pewnym czasie, zła odeszła od nich i podeszła do stołu z jedzeniem.

KONIEC WSPOMNIENIA Z BALU
***


- Cześć Harry – powiedziała Ślizgonka i pocałowała czarnowłosego w policzek – Cześć Hermiono – tym razem zwróciła się do szatynki.

- Cześć – odpowiedzieli razem tyle, że chłopak pewniej a ona łamiącym się głosem.

- Czy ona.. – zapytała Pansy Pottera.

- Tak, spokojnie. Nie ma nic przeciwko – odpowiedział jej z uśmiechem.

- Wiesz, ja chciałam cie przeprosić za te wszystkie wyzwiska i w ogóle – odezwała się do Hermiony dziewczyna - Tylko jakoś wcześniej brakowało mi odwagi - uśmiechnęła się. 

- Dobrze, wiesz pogadamy kiedy indziej, bo mam ochotę jeszcze pospacerować, a wy pewnie chcecie być sami – odpowiedziała Granger.

- Oczywiście. Pa – powiedzieli razem i pomachali jej na pożegnanie – widzimy się na kolacji – krzyknął za nią jeszcze Wybraniec. Gryfonka spacerowała jeszcze parę minut sama gdy nagle jej wzrok powędrował na całującą się parę na skraju lasu. To był czarnoskóry chłopak, ale dziewczyna nie miała rudych włosów tylko ciemno brązowe. Była nią Dafne Greengras. Szatynka niewiele myśląc szybkim krokiem znalazła się koło pary. Na początku patrzyła z niedowierzaniem, na całą sytuację.

- Ty pieprzony dupku ! – krzyknęła, i dopiero teraz para zwróciła na nią uwagę. Na twarzach obojgu widniał wredny uśmiech.

- O Granger, dobrze, że jesteś. Powiedz swojej rudej przyjaciółeczce, że z nami koniec. Mam tu lepszą zdobycz – powiedział i złapał starszą Greengras za pośladki. Ta na ten gest jedynie głupio się zaśmiała - A i nie wypada pani prefekt naczelnej używać takich słów - dodał złośliwie.

- Jak możesz ! Co ty sobie wyobrażasz, że Ginny jest pierwszą lepszą ?! Ta wywłoka, która stoi przed tobą nawet jej do pięt nie dorasta – krzyknęła szatynka.kompletnie ignorując uwagę Ślizgona.

- Jak możesz tak mówić, ty wredna szlamo ! – Zabini już podnosił różyczkę ale Hermiona była od niego o wiele szybsza.

- Jęzlep – krzyknęła a język Blaise’a przykleił się do jego podniebienia, przez co nie mógł nic powiedzieć.

- Na mojego chłopaka ?! Drętwota – tym razem Dafne wkroczyła do akcji. Jednak Hermiona była zwinniejsza i bez problemu odbiła zaklęcie.

-  Furnunculus – warknęła zaraz po niej, a na twarzy Ślizgonki pojawiły się białe krosty i prawdopodobnie pieczące bąble. Gryfonka patrzyła na nich nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Po chwili odwróciła się na pięcie i już zamierzała odejść kiedy odwróciła się w stronę ‘’pokrzywdzonej’’ pary.

- A powiedzcie coś komu kol wiek  a urządzę was jeszcze gorzej – szepnęła i z triumfalnym uśmiechem udała się do zamku. W drodze wysłała patronusa do Ginny.
***

W tym czasie w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, na jednej z kanap przy kominku siedziała dziewczyna o intensywnie rudych włosach i tępo wpatrywała się w ogień. Myślała o swoim chłopaku. Nie widzieli się dziś cały dzień, odkąd odprowadził ją po balu pod obraz Grubej Damy. Nie miała pojęcia co się mogło stać. Przecież powiedział jej, ze spotkają się zaraz po obiedzie przy Pokoju Życzeń, a on najzwyczajniej w świecie nie przyszedł. Nawet na posiłku go nie było. Z początku Weasley’ówna myślała, ze jeszcze śpi, ale jest już prawie wieczór, a on nie dał znaku życia. Zaczęła się poważnie martwić, a jej oczy delikatnie się zaszkliły. Nagle zmaterializowała się przed nią mała wydra i przemówiła głosem Hermiony ‘’ Moje prywatne dormitorium. Teraz. Musimy poważnie porozmawiać ‘’ Ginny te słowa wystarczyły. Jak burza podniosła się z siedzenia i pobiegła do swojego pokoju po jakiś sweter i butelkę Ognistej. Nie minęło pięć minut, a Ruda wypowiedziała hasło i już była w prywatnym dormitorium przyjaciółki.

***

            Hermiona siedziała na swoim łóżku i tępo wpatrywała się w ścianę, jedynie na jej ustach błądził złowieszczy uśmieszek.

- A Tobie co ? – zaśmiała się Ruda.

- Tak sobie wspominam, ale zaraz ci wszystko opowiem. Siadaj – poklepała miejsce koło siebie i za pomocą różdżki przywołała dwa szklanki na trunek. Rozlała go i zaczęła opowiadać. Począwszy od rozmowy z Harry’m do wysłania cielesnego paronusa. Weasley’ówna siedziała w spokoju a jej mina nie wyrażała nic. Wyraz twarz całkiem obojętny a oczy puste. Między nimi panowała dość długa cisza, którą przerwał głośny śmiech Ginny.

- Co ty ? Nie jest ci przykro ? – zapytała zdezorientowana szatynka.

- Jest, ale nie będę się nad sobą użalać. W końcu nie on pierwszy nie ostatni.

- Myślałam, że go kochasz.

- Bo kocham ale no nie będę się przed nim płaszczyć. Mam swoją dumę.

- Masz racje. Ale wyobraź sobie jak oni wyglądali. Normalnie ledwo powstrzymywałam się, żeby się nie roześmiać – powiedziała i wybuchła niepohamowanym śmiechem a zaraz w jej ślady poszła Ginny. Całą noc rozmawiały o najróżniejszych błahostkach i były już nieźle wcięte. Prawie nad ranem usnęły oparte o siebie wśród dwóch butelek whisky.

***

- Ginny cholera wstawaj ! – piekliła się Hermiona.

- Nie drzyj się tak głowa mi pęka – wymruczała Ruda.

- Masz – szatynka rzuciła jej Eliksir na Kaca, po czym sama jednym sprawnym ruchem opróżniła drugą buteleczkę. W jej ślady poszła również najmłodsza latorośl Weasley’ów.

- A tak w ogóle to co się stało ? – zapytała już nieco opanowana młodsza Gryfonka.

- Za trzydzieści minut zaczynają się lekcje. Trochę się wczoraj dałyśmy ponieść emocją a przecież dziś normalnie są zajęcia – powiedziała Granger. Obie przyjaciółki jak burza wybiegły z dormitorium starszej i popędziły na pierwszą dziś lekcje czyli Transmutacje. Jakie było ich zdziwienie, kiedy zobaczyły wszystkich uczniów chodzących w najlepsze po zamku. Co tu się dzieje ? – pomyślały obie.

- Poco wam te torby ? Przecież dziś zajęć nie ma – zagadał Neville.

- Jak to nie ma ?! – zapytały obie równocześnie.

- No wczoraj na kolacji mówiła dyrektorka. Co wy takie nieogarnięte ? – zaśmiał się i skierował w stronę swojej dziewczyny. Widać, że byli razem szczęśliwi i pasowali do siebie. Luna bardzo zmieniła się po wojnie. Ze swojego dziwnego stylu przerzuciła się na bardziej nowoczesny. Nie miała już takiego bzika na punkcie magicznych stworzeń, chociaż w dalszym ciągu się nimi interesowała. Longbotton również się zmienił. Stał się bardziej męski i dojrzały. Nawet znacznie wyprzystojniał. Tak jak kiedyś wszyscy się z niego wyśmiewali, teraz mu zazdroszczą. Gryfonki stały jeszcze chwile wpatrując się w miejsce gdzie jeszcze przed chwila stali ich przyjaciele, po czym spojrzały na siebie i wybuchły szczerym śmiechem. Ruszyły w stronę siódmego pietra na Wierzę Gryffindoru. Odniosły torby i  tak jak wcześniej postanowiły udały się do błonia. Pogoda dzisiaj była dość ładna. Świeciło słońce, ale wiał też zimny wiatr delikatnie kołysząc korony drzew w Zakazanym Lesie. Na niebie pojawiło się parę chmur. Jedne były jaśniejsze drugie ciemniejsze ale jak na początek listopada pogoda była ładna. Dziewczyny jak to miały w zwyczaju usiadły na ławce najbliżej lasu i wpatrywały się w jego głąb. Często zastanawiały się co może kryć, bo przecież  nikt nigdy tego nie sprawdził. Siedziały tak dobrą godzinę, ale przerwało im głośne burczenie w brzuchu brązowowłosej.

- Chyba trzeba iść na obiad – podsumowała Ruda podnosząc się z ławki i wyciągając rękę w stronę przyjaciółki. Ona chętnie ja ujęła i razem skierowały się w stronę Wielkiej Sali, cały czas radośnie rozmawiając. Na miejscu usiadły przy swoim stole i od razu zabrały się do jedzenia. Każdy patrzył na nich ze zdziwieniem. Dopiero teraz uświadomiły sobie jakie były głodne, w końcu od wczorajszego obiadu nic nie jadły. Po skończonym posiłku z uśmiechem na ustach wstały i poszły w stronę wyjścia trzymając się pod ramię. Ich dobry humor zniszczyła para, która teraz również postanowiła opuścić salę. Blaise Zabini z dumnie uniesioną głową i uwieszoną mu na ramieniu Dafne kierował się dostojnym krokiem do wyjścia. W jego oczach można było zobaczyć miłość, która biła od niego już z daleka. Za to oczy jego towarzyszki były przepełnione pożądaniem i wygraną. Cała szkoła wiedziała, że Ślizgon zabawił się z jedyną córką Weasley’ów i zostawił tak jak zawsze. Dziewczyny zatrzymały się na chwilę, a młodsza z nich poczuła jak zbierają jej się łzy. Szybko wyrwała się z ramienia przyjaciółki i rzuciła biegiem w tylko sobie znanym kierunku. Hermiona stała jeszcze patrząc z pogardą na parę Ślizgonów.

- Gdyby spojrzenie mogło zabijać leżeli by już trupem – usłyszała głos tak doskonale jej znany. Należał do tego nieznośnego Ślizgona, którego ona od pewnego czasu bardzo lubi.

- Co on w ogóle wyprawia ?! – oburzyła się.

- Nie wiem, ale mogę się dowiedzieć – powiedział i tym samym zapalił iskierkę nadziei u dziewczyny.

- A mógłbyś ?

- Tak, ale..

- Tak wiem, coś za coś. Więc czego chcesz ? – zapytała uśmiechając się uroczo.

-  Twojego towarzystwa w sobotę.

- A co jest w sobotę ? – zdziwiła się lekko.

- Spotykam się ze znajomymi na dyskotece i nie chce iść sam, żeby się nie ośmieszyć – wyszeptał.

- Prędzej ośmieszysz się ze mną. Przecież jestem szlamą i ty czarodziejem czystej krwi więc sa…

- Tylko, że to są mugole – przerwał jej i powiedział tak, żeby tylko ona usłyszała. Zamurowało ją. Nie mogła nic powiedzieć – Więc ? – ponaglił ją, a ona zamrugała kilkakrotnie wracając do rozmowy.

- Po pierwsze nie zaczyna się zdania od więc, a po drugie okej, pójdę z Tobą - odpowiedziała.

- Super – ucieszył się. Sam nie wiedział, dlaczego jej to powiedział. Jej jako jedynej się nie wstydził, wiedział, że go nie wyśmieje.

- To widzimy się na patrolu i wszystko mi powiesz, pasuje ? – zapytała.

- Tak – uśmiechnął się i najzwyczajniej w świecie odszedł. Hermiona uśmiechnęła się i ruszyła poszukać przyjaciółki. Kto by pomyślał, że ona będzie spiskować ze swoim wrogiem, teraz już byłym wrogiem. Każdy dzień uświadamiał ją w tym, że ta znajomość będzie bardzo dziwna ale zarazem też interesująca.  


Siemanko :*

Dzisiaj mam urodziny :)

 Rozdział myślę udany, ale to dopiero pierwsza część. 

Zróbcie mi prezent i komentujcie dobra ? :D 

Następny rozdział najprawdopodobniej w czwartek za tydzień, ponieważ mam już kawałek i mam nadzieje się wyrobie. 

KOMENTOWAĆ ! 

Ściskam i całuje. Sectun Sempraa 

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 9



          Tydzień minął bardzo szybko. Cała szkoła zaciekle rozmawiało o balu. Dziewczyny szeptały na lewo i prawo o swoich sukniach i partnerach. Chłopacy do całej sprawy podchodzili przeciętnie, a niektórzy nawet olewali. W sobotni poranek w Wielkiej Sali panował chaos. Każdy denerwował się dzisiejszą imprezą. Wyjątkami były dwie Gryfonki, które siedziały i jakby nigdy nic jadły swoje śniadanie. 

- To jak ? Gotowa na bal ? – zapytała jedna.

- Myślę, że tak. A ty ? 


- Też. Razem z Blaisem planujemy wykorzysta to najlepiej jak tylko potrafimy.

- To świetnie. Przepraszam cię, ale musze już iść. Chce odrobić jeszcze lekcje przed zabawą. Wiesz, żeby nie mieć później – powiedziała Hermiona w stronę Ginny.
Przyjdę za niedługo i się przyszykujemy – krzyknęła za nią ruda i szatynka zniknęła za ogromnymi drzwiami

            Siedział w swoim dormitorium i rozmyślał o brązowowłosej dziewczynie. Nie wiedzieć czemu nie mógł wymazać z pamięci tego pamiętnego wieczoru spędzonego z nią. Cały czas widział jej czekoladowe oczy i piękny uśmiech. Czuł jej zapach i jej ciało. Jedyną pamiątką po tym spotkaniu była boląca noga, na którą przez przypadek ustała. Doskonale pamiętał każde słowo i każdy gest z jej strony. To było coś o czym nigdy by nie pomyślał. Spojrzał na garnitur leżący na fotelu i mimowolnie się uśmiechną. To dziś znów będzie z nią tańczył, tak jak wtedy. Spojrzał na zegarek i stwierdził, że pora się przygotować. Energicznie wstał z kanapy i poszedł do łazienki.

            W dormitorium Hermiony trwały właśnie przygotowania. Buty, sukienki, dodatki można było znaleźć wszędzie. Ginny właśnie siedziała na łóżku i czekała aż przyjaciółka wyjdzie z łazienki.

- Długo – niecierpliwiła się.

 - No już – odpowiedziała jej i wyszła z łazienki. Młoda Weasley zaciągnęła ją przed toaletkę i zaczęła układać włosy. Chciała je spiąć w koka ale przy namowie starszej Gryfonki tylko podkręciła loki. Zrobiła jej lekki makijaż podkreślając oczy czarną kredką i tuszem do rzęs. Usta miała pomalowane krwistą szminką. Następnie Ruda wyprostowała swoje włosy i zaczesała na jedną stronę. Na twarzy miała lekko pomalowane szarym cieniem oczy i podkreślone przez tusz. Usta różowe i tego samego koloru policzki. Kiedy przyszedł czas na sukienki dziewczyny po kolei znikały w łazience. Ginny miała krótką, bladoróżową sukienkę do kolan w kształcie bombki. Przez pas przechodziła jej szara kokarda. Na nogach wysokie, szpilki koloru kokardy. Na szyi widniał srebrny łańcuszek, a u uszach kolczyki do kompletu i tego samego koloru bransoletki na nadgarstkach. Wyglądała wspaniale. Hermiona za to miała czarną sukienkę do połowy ud. Góra była ciasna z trójkątnym dekoltem i rękawami przy czwarte a dół lekko rozłożysty. Na ramionach i przy obwódkach dekoltu Mijal złote ćwieki. W uszach długie złote kolczyki zakończone czerwonym koralikiem i złoty łańcuszek w kształcie serca z czerwonymi cyrkoniami w środku. Na rękach czarno czerwono złota bransoletka. Na nogach wysoki, czarne szpili z koturnom przy palcach. Jej wygląd czarował. Po chwili podziwiana swojego wyglądy do okna zapukała sowa. Dziewczyny otworzyły okno i wzięły karteczkę przywiązaną do jej nóżki. Zwierze nie czekając na odpowiedz znów wyleciało. Hermiona odwinęła kartkę i przeczytała na głos .

Czekam przed Wielką Sala, za piętnaście minut.
Blaise

Gryfonki popatrzyły po sobie i uświadomione, że za chwile zaczyna się zabawa wybiegły z dormitorium. W umówione miejsce dotarły zmachane i z bolącymi nogami. Bieganie w szpilkach nie jest dobrą decyzją. Zabini ucałował swoja dziewczynę i jak prawdziwy dżentelmen wprowadził ja na imprezę. Szatynka zamiast iść za nimi podeszła do najbliższego okna i usiadła na parapet. Myślała o swoich rodzicach. Co się z nimi dzieje ? Czy są szczęśliwi ? Od pewnego czasu zaprzątała sobie tym głowę cały czas. Postanowiła ich odnaleźć i przywrócić pamięć. Przez to wszystko nawet nie zauważyła siedzącego obok niej Ślizgona.

- Długo mam czekać aż mnie zauważysz ? – zapytał zirytowany.

- A do czego jestem ci potrzebna ? Idź się baw – odpowiedziała lekko już zdenerwowana.

- Może mógłbym zacząć gdybyśmy w końcu go zaczęli – powiedział i uśmiechną się triumfalnie. Dziewczyna zeskoczyła z parapetu i zaczęła poprawiać sukienkę. W tym czasie Draco przypatrywał się jej z niemałym podziwem. Nigdy by się nie spodziewał, że taka kujonka może być tak seksowna. Sukienka jaką miała idealnie podkreślał jej figurę i pełne piersi. Wysokie buty sprawiały, że jej nogi są jeszcze chudsze i dłuższe niż zwykle. Czerwona szminka sprawiała, że ma jeszcze pełniejsze usta. Podkreślone oczy jeszcze bardziej hipnotyzowały, a opadające na jej ramiona włosy dodawały jej wdzięku. Wpatrywał się w nią dość długo.

- Idziemy ? – zapytała z irytacją i zarumienionymi policzkami.

- Tak, tak – odpowiedział całkiem wytrącony z równowagi i podał jej swoje ramię. Ona uchwyciła je i razem podążyli do Wielkiej Sali. Kiedy weszli Hermiona na chwilę się zatrzymała. Pomimo tego że sama wymyślała i przystrajała sale zakochała się. Sklepienie było zamienione w pochmurne niebo, po którym krążyły duchy. W rogach Sali były barki z alkoholami wydawane przez nauczycieli tylko dla pełnoletnich. Po obu stronach stały po dwa stoły z jedzeniem. Na środku był parkiet. Naprzeciwko wejścia stół dla nauczycieli. Na ścianach wisiały kościotrupy, mumie, wampiry i najróżniejsze straszne rzeczy. Przy podłodze krążył dym nadający efekt całemu wystrojowi. Wszystko było idealne. Niezorientowana Hermiona poczuła lekkie przyciagnięcie do siebie przez partnera. Wyszli na środek sali, zaczęła grać muzyka a oni rozpoczęli taniec, ich taniec. Po raz kolejny zatopili się w swoich oczach a nogi same nosiły ich po parkiecie. Nie liczyło się nic tylko oni. Kiedy zakończyli to pięknym podniesieniem dziewczyny w górę wszyscy zaczęli bić brawa a na twarzy McGonagall można było dostrzec delikatny uśmiech. Malfoy postawił ją na ziemie, po czym oboje spłonęli rumieńcem. Szatynka ruszyła w stronę najlepszej przyjaciółki a blondyn zaraz za nią.

- Hermiono, to było fantastyczne! Nie wiedziałam, że umiesz tak tańczyć – entuzjazmowała się Ruda i przytuliła przyjaciółkę.

- Miała długie próby i świetnego instruktora – zaśmiał się Blaise, po czym Draco obdarzył do morderczym spojrzeniem.

- Nie bądź wredny tylko chodź tańczyć – powiedział Ginny i razem ze swoim chłopakiem zniknęła z oczu prefektom.

- Mówiłem, że nie będzie tak źle – odezwał się Malfoy.

- Ale się pomyliłam – powiedziała po dłuższym milczeniu.

- I tak nikt nie zauważył. Wybrnęliśmy z tego – Napijesz się czegoś ? – zaproponował.

- Tak, poprosze – odparła a Ślizgon ruszył w stronę barku z alkoholami. Hermiona brązowowłosa dopiero teraz zauważyła jak przystojnie mu w tym garniturze. Nie wyglądał jakoś poważnie ale bardziej wyluzowanie. Czarna marynarka i czarne spodnie doskonale do niego pasowały. Biała koszulka jaka miał na sobie lekko go opinała prezentując umięśniony tors, a czarno-białe trampki nadawały całemu strojowi luźny efekt. Jego zmierzwione blond włosy uwydatniały ostre rysy twarzy, a stalowoszaro-błękitne oczy nadawały trochę tajemniczości. Nie był już tym dziecinnym chłopakiem z przed paru lat. Teraz był dojrzałym mężczyzną. Nim się obejrzała znalazł się przed nią podając szklankę z Ognistą Whisky. Po krótkiej rozmowie Gryfonkę porwał do tańca jakiś Krukon a naokoło Dracona znalazło się mnóstwo dziewczyn, które chciały z nim zatańczyć. Zrezygnowani podrygiwali w rytm muzyki ale cały czas wśród tłumu uczniów wypatrywali swojej osoby. 

            Bal wypadł wspaniale. Skończył się około trzeciej w nocy, ale tylko dla klas siódmych i szóstych. Młodsze roczniki wrócili do siebie o pierwszej. Jej jednak nie chciało się spać. Poszła w swoje ulubione miejsce. Na ławkę przy dużym dębie. Siedziała i rozmyślała o planie odzyskania rodziców. Zamyślona niezauważyła stojącego przed nią blondyna przypatrującego się jej z zażenowaniem.

- Czego chcesz ? – warknęła.

- Ciebie to by okradli i byś nie zauważyła. Stałem tam dobre pięć minut – powiedział obojętnie.

- Nadal nie rozumiem czego ode mnie chcesz.

- Oddać ci bransoletkę – odparł beznamiętnie i wyciągną w jej stronę biżuterię.

- Skąd ją masz ?

- Leżała na środku Sali. Musiała ci wypaść.

- A skąd wiedziałeś, ze tu jestem ?

- Widziałem jak wychodziłaś – odpowiedziało mu milczenie, więc przysiadł obok i zapytał – O czym tak myślisz ?

- To, że ci wybaczyłam, nie znaczy, ze będę ci się zwierzać.

- Nie chce, żebyś mi się zwierzała, tylko powiedziała o czym myślisz.

- O rodzicach, zadowolony ?

- Bardzo – i znów zapadło między nimi milczenie – Patrzyłaś kiedyś w gwiazdy o tej porze ?

- Nie a co ?

- To chodź – wstał i pociągnął ją w stronę oświetlonej przy pełni księżyca trawy. Położył się i poklepał miejsce obok siebie.

- Kto to ? – zapytała Gryfonka.

- Pansy a ten chłopak to..

- Harry. Co czy oni ?

- Najwidoczniej. Nawet fajnie razem wyglądają.

- To tak samo jakbym ja była z Tobą.

- No ale patrz siedzisz teraz koło mnie i jeszcze się nie pozabijaliśmy więc chyba można nie ?

- No w sumie – zakończyła temat i położyła się obok. Rozmawiali tak o gwiazdach, życiu i innych bezsensownych rzeczach. Gdy zapadła miedzy nimi cisza oboje nie mieli ochoty jej przerywać. Czuli, że tak będzie najlepiej. Tylko oni, księżyc i gwiazdy. Po godzinie Malfoy podniósł się i spojrzał na teraz śpiącą dziewczynę. Uśmiechnął się lekko pod nosem. Nawet jak Spałą wyglądała pięknie. Pojedyncze kosmyki opadały na jej twarz, a usta były lekko rozchylone. Niewiele myśląc wziął ją na ręce. Ku jego zaskoczeniu przytuliła się. Ruszył w stronę zamku i skierował się do dormitorium dziewczyny. Kiedy stał już przed wejściem, przypomniał sobie, że nie wie jakie jest hasło. Zrezygnowany, że pokonał tyle schodów udał się do swojego dormitorium. Położył ją delikatnie na łóżko, zdjął buty i przykrył kołdrą. Sam przebrał się w piżamę i położył na kanapie. Nie minęła minuta a już spał. 

            Następnego dnia Hermiona obudziła się z uśmiechem na ustach. Z początku nie wiedziała gdzie jest. To wszystko było dla niej takie obce. Nagle zauważyła słodko śpiącego na kanapie Dracona. Przestraszyła się. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Co stało się tamtej nocy ? Po chwili Ślizgon przebudził się. Na widok zdezorientowanej dziewczyny uśmiechnął się.

- Witaj kochanie – powiedział przesłodzonym głosem.

- Co ta tu do cholery robię ? Co się stało ? – krzyczała.

- Nie się nie stało. Usnęłaś to cie tu przyniosłem. Spokojnie, nawet cię nie dotknąłem.

- No ja myślę. Dobrze ja idę. I no nie wiem . Dzięki – powiedziała i uśmiechnęła się nieśmiało.

- Pa – powiedział i przeniósł się na łóżko, by ponownie oddać się w ramiona Moryfeusza. Hermiona pośpiesznym krokiem wyszła z pokoju. Na szczęście po drodze nie spotkała nikogo. Zastanawiał ją fakt, dlaczego ten nie obudził jej i nie zostawił, tylko wziął do siebie. Nie miała jednak siły na to wszystko. Postanowiła jutro się wszystkiego dowiedzieć dokładnie, a przede wszystkim zapytać co łączy Harrego z Pansy. Poszła do swojego dormitorium po czym przebrała się i znów położyła. 

Obiecany rozdział. Nie wiem jak wyszedł, mam nadzieje że dobrze. Nie sprawdzałam więc przepraszam za błędy. To chyba wszystko. 

KOMENTARZE